Śniadanie na dworcu

  Świat ogarnęła moda na kulinaria!  Nie trzeba być bacznym obserwatorem rzeczywistości społecznej, aby  dostrzec  kulinarny boom, który ogarnia nie tylko prywatne kuchnie, ale także przestrzeń miasta. Wynosi jedzenie z  sfery prywatnej do sfery publicznej. Powoli, lecz skutecznie wypełnia  przestrzeń miejską. W skutek tego od jakiegoś czasu obserwujemy istny rozkwit wydarzeń kulinarnych, usytuowanych w przestrzeni Krakowa i innych większych miast. Chodzimy na festiwale kulinarne, targi lokalnej żywności, a od niedawna jemy także śniadania na Targach.



  Targ Śniadaniowy to inicjatywa, która przywędrowała do Krakowa w ubiegłą wiosnę. W sezonie wiosenno-letnim, w każdy weekend miłośnicy dobrego jedzenia spotykali się w Parku Miejskim (w soboty) lub Muzeum PRL (niedziela), aby wspólnie z innymi ludźmi celebrować wspólne śniadania, zrelaksować się po pracowitym tygodniu, a także uczestniczyć w różnych warsztatach. 

Po ogromnym sukcesie wydarzenia, Targ Śniadaniowy powrócił do Krakowa po zimowej przerwie. Zmienił lokalizację, ale idea pozostała ta sama. Nadal jego celem jest promowanie dobrego jedzenia, wspólnej zabawy, a także budowanie i wzmacnianie więzi społecznych. Oczywiście nic tak nie łączy ludzi jak dobre jedzenie (no może jeszcze wspólny wróg J). Jak piszą organizatorzy – targom przewodzą trzy słowa, które są filarami całej inicjatywy: JEDZENIE, ZABAWA I LUDZIE. Nowością tej edycji targów jest lokalizacja – Stary Dworzec. Miejsce klimatyczne, pełne uroku. Jednak, czy organizacja tego typu imprezy w takiej przestrzeni to dobry pomysł? Z jednej strony na jej korzyść przemawia niezwykły klimat, który jest odczuwalny w murach dworca. Niestety magia miejsca skutecznie zabijana jest przez ogromny tłum, ścisk, hałas i brak wolnej przestrzeni. Gdy przybyłam na miejsce ok. godz. 10 (czyli godzinę po otwarciu), po wejściu na halę zobaczyłam jedynie tłum. Mnóstwo ludzi stojących w gigantycznych kolejkach. Nie dało się zauważyć za czym kolejka ta stoi, ponieważ stragany znikały otoczone głodnymi krakowianami. Byli tutaj wszyscy: ludzie młodsi i starsi, kobiety i mężczyźni. Dla każdego organizator przygotował coś miłego: dla starszych warsztaty, dla dzieci piękny plac zabaw. Brakowało tylko miejsca do jedzenia (do stolików też momentami były kolejki). Ciężko cokolwiek jeść, gdy jest się ciągle potrącanym przez kogoś, gdy nie ma przestrzeni, aby spokojnie usiąść i nacieszyć się tym co udało nam się (po odstaniu kolejki) kupić. Trudno jednak winić organizatorów za tę sytuację, tłumy na tego typu imprezach, to już norma. Potrzebna jest chyba jakaś gigantyczna hala, aby pomieścić głodnych mieszkańców. Na szczęście tego dnia dopisała pogoda, w związku z tym można było zjeść swoje śniadanie przed budynkiem. A pro po jedzenia. Dla każdego coś dobrego: dla łasuchów ciasta, ciasteczka, naleśniki. Dla tych, którzy wolą bardziej wytrawne smaki: burgery, pierogi, świeże pieczywo, wędliny, a także owoce, warzywa, świeże soki.  Wszystko domowe, zdrowe i z naturalnych składników. Można było zjeść śniadanie na miejsce, albo zaopatrzyć się w zdrową żywność (aby przygotować śniadanie w domu). Szkoda tylko, że aby cokolwiek kupić, trzeba było odstać swoje w kolejce.

  Targ wpisał się już na stałe w kulinarną mapę Krakowa. Ta nowa inicjatywa okazała się ogromnym sukcesem. Co tydzień gromadzi tłumy osób, które celebrują wspólnie najważniejszy posiłek dnia, promuje zdrową żywność, integruje ludzi oraz pomaga nawiązywać nowe znajomości. Do rozważenia pozostaje jedynie pytanie: skąd taka popularność tego typu imprez. Dlaczego ludzie nagle zapragnęli wyjść z jedzeniem na ulice miasta? Może to tęsknota za znikającą tradycją wspólnego spożywania posiłków? A może po prostu konsumpcyjny trend, wykreowany wyłącznie w celach komercyjnych? 















   

You Might Also Like

3 komentarze

  1. Gdy usłyszałam o tym, że targi powracają do Krakowa bardzo się ucieszyłam bo nigdy wcześniej nie miałam okazji wybrać się na nie ale miałam już inne plany na weekend. Może następnym razem się na nie zdecyduję. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna inicjatywa! Ja uwielbiam targi, szkoda, że w Warszawie one znikają :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Sorry ale burgery, pieczona kiełbasa, naleśniki i pierogi - to żadne zdrowe jedzenie. Wygląda, że zamiast zdrowej żywności, będziemy mieli drogi hipsterski fast food:-( (jak na ul. Wawrzyńca). Byłem... widziałem... ścisk... tłok i zamiast dobrego jedzenia byle co, tyle że zapakowane w szary papier i przewiązane rafią. Poza tym spółka, która wynajmuje budynek dworca ma sporo na sumieniu - nie płaci miastu za wynajmowane tereny i nie selekcjonuje sprzedawców:-( Ja więcej nie pójdę..

    OdpowiedzUsuń

Flickr Images